Analiza: Panel redakcyjny nr 20
[10/03/2010 | nhl.com.pl]
W dzisiejszym panelu redakcyjnym poruszamy tematy najbardziej emocjonującego zestawienia pierwszej rundy playoff, zaskoczeń podczas trade deadline oraz rekomendacji w sprawie ochrony przed uderzeniami w głowę podczas meczów NHL. Zapraszają Waldemar Krystians, Dominik Jelonek i Marcin Hartman.

Jakie zestawienie par w pierwszej rundzie playoff uznałbyś za najbardziej ciekawe i dlaczego?

WK: Wszystko zależy od tego czy Detroit Red Wings awansują do playoff. Jeśli tak się zdarzy to liczę – z punktu widzenia odpowiedzi na to pytanie – iż przeskoczą zarówno Calgary Flames, jak i Nashville Predators, a w pierwszej rundzie trafią na drugich [przynajmniej teraz] na Zachodzie Chicago Blackhawks. Pojedynek młodzieży z Chicago z grającymi wyjątkowo trudny sezon Czerwonymi Skrzydłami byłby rodzynkiem w pierwszej rundzie, a w dodatku okazją dla Jastrzębi do rewanżu za zeszłoroczny finał Konferencji. Jeśli jednak Red Wings się nie powiedzie, to na wspomnianej siódmej lokacie widzę Calgary Flames. Ich seria z Blackhawks wyglądałaby równie ciekawie. Zakładając rozpęd drużyn walczących do końca o playoff, a także podrażnione ambicje obu ekip, zarówno Detroit, jak i Calgary mogłyby się okazać wymagającymi przeciwnikami.

DJ: San Jose Sharks – Anaheim Ducks. Jeśli ktoś może popsuć nastroje Rekinom to na pewno jest to drużyna z Anaheim. Kaczory mają sposób na rywali z dywizji, udowodniły to już w poprzednich latach.

MH: Ponieważ przeczuwam, że któryś z kolegów może sięgnąć do konferencji zachodniej, ja skoncentruję się na zestawieniu ze wschodu. Najciekawszym dla mnie układem zespołów w pierwszej rundzie, byłoby spotkanie Ottawa Senators z New Jersey Devils, o ile… Senatorzy mieliby przewagę własnego lodowiska [w tej chwili wyżej w tabeli są Devils]. Ottawa znakomicie gra u siebie [drugi najlepszy wynik na wschodzie], z kolei New Jersey nie zachwyca na wyjazdach. Kwestia publiczności jako „siódmego gracza” mogłaby zadecydować o bardzo wyrównanej i dramatycznej serii w pierwszej rundzie.

Postawa którego zespołu w czasie trade deadline zdziwiła Cię najbardziej? Czemu?

WK: Zdecydowanie Carolina Hurricanes. Huragany przed trade deadline oddały łącznie siedmiu graczy, zyskując siedem wyborów w drafcie. To sporo, ale wcale nie gwarantuje udanej przebudowy, którą właśnie zaczął ten zespół, tym bardziej jeśli spojrzymy na poprzednie wybory Hurricanes. No chyba, że ekipa z Raleigh wymieniła ekipę poszukiwaczy talentów, a menedżer Jim Rutherford nabył już w tym elemencie większego doświadczenia. Takiego sposobu przebudowy chyba nikt się nie spodziewał. Z drugiej strony Carolina wciąż jeszcze ma teoretyczne szanse na playoff. Od początku lutego zespół ten wygrał dziewięć z 11 spotkań i do ósmych Boston Bruins traci dziewięć oczek. Patrząc na początek rozgrywek to i tak rewelacyjny wynik, więc czy aż tak „drastyczne” ruchy były potrzebne?

MH: Zdziwiło mnie to, że Philadelphia Flyers nie pozyskali bramkarza. Rozumiem, że wiek Marty’ego Turco mógł zniechęcić menedżera Paula Holmgrena oraz że cena za Tomasa Vokouna [Jeff Carter] została uznana za wysoką, ale przecież idealne rozwiązanie praktycznie leżało na stole. Mówię o Danie Ellisie z Nashville Predators, który kilka dni wcześniej dowiedział się, że to nie z nim, ale jego bezpośrednim rywalem [Pekką Rinne] klub przedłużył umowę. Znając historię „uwalniania” bramkarzy Predators po sezonie, cena za Ellisa nie musiała być wcale zaporowa, tymczasem – co najdziwniejsze – 4 marca nie docierały do mnie spekulacje na temat poważniejszego zainteresowania Flyers Ellisem. Obecny tandem Philadelphii: Michael Leighton-Brian Boucher raczej konfuduje niż upewnia w kontekście playoff.

DJ: Phoenix Coyotes. Nie sądziłem, że Kojoty odważnie postawią na tak spore wzmocnienia i do tego robione z głową. Klub z Arizony pozyskał kilku ciekawych graczy, nie oddając w zamian wiele. Uważam, że jak na tę chwilę Coyotes zrobili świetną wymianę, pozyskując Wojtka Wolskiego z Colorado Avalanche. Wolski znakomicie wprowadził się do składu, z pozytywnej strony zaprezentował się w pierwszych meczach Lee Stempniak. Tylko za czwartą rundę draftu został ściągnięty zawsze solidny Derek Morris, który pozytywnie wspomina grę w Phoenix. Do tego Mathieu Schneider – gracz zawsze przydatny na playoff.

Co powinni ustalić menedżerowie klubów NHL podczas odbywających się właśnie spotkań w Boca Raton w sprawie ochrony graczy przed uderzeniami w głowę?

WK: Powinni wydać wyraźnie oświadczenie do NHL. Liga musi zareagować i zmodyfikować przepisy. Po pierwsze nie powinno być mowy o jakichkolwiek czystych atakach na głowę. Po drugie regulamin kar powinien być bardziej precyzyjny, a tzw. recydywa musi być piętnowana bardzo ostro. Koniec z kilkumeczowymi wykluczeniami. Niech sprawca kontuzji pauzuje tyle ile poszkodowany zawodnik albo według schematu pięć, dziesięć, 25 gier, a potem do widzenia.. I jeszcze jedno - dopóki nie będzie równego traktowania zawodników w kwestii kar, to nigdy nie doczekamy się sprawiedliwego systemu.

MH: Spotkania menedżerów rzadko prowadzą do wiążących ustaleń – są raczej poświęcone zbieraniu ocen, przygotowywaniu wspólnego stanowiska do ewentualnej rekomendacji zmian, nie oczekuję więc od trwających obecnie sesji jakiegoś przełomu. Gdybym jednak miał zaproponować jedną zmianę, byłby to ruch następujący: powiązanie okresu zawieszenia zawodnika winnego uderzenia w głowę rywala z liczbą gier, które opuści kontuzjowany. Niech cztery tygodnie urazu oznaczają cztery tygodnie zawieszenia dla winowajcy. Bez podobnych rozwiązań, trudno się oprzeć przekonaniu, że liga – być może mimowolnie – bardziej chroni zawodników grających ciałem na pograniczu przepisów, niż własne gwiazdy [David Booth, Marc Savard – by wspomnieć tylko dwa najbardziej jednoznaczne przypadki wyłączeń z powodu wstrząsu mózgu po uderzeniu łokciem/barkiem w głowę].

DJ: Przede wszystkim powinna zostać ustalony jasny kodeks kar. Mówił o tym niedawno Sidney Crosby. Nie może być tak, że liga interpretuje osobno każde zagranie, a efekt tego jest taki że lepsi zawodnicy mogą czuć się bezkarnie. Moim zdaniem każdy powinien otrzymać identyczną karę za swój wybryk. Tak na razie nie jest. Gdyby tak było Mike Richards zostałby ukarany za atak w głowę Davida Bootha. Muszą zostać zaostrzone przepisy po atakach na głowę. Oczywiście zdarzają się sytuacje kiedy jeden z graczy próbuje zaatakować rywala ciałem, a ten akurat ma opuszczoną głowę w dół. Takie rzeczy się zdarzają, hokej to sport kontaktowy i z dużą ilością kontuzji. Żaden z hokeistów wówczas nie ma pretensji do rywala. Natomiast mam na myśli takie ataki jak ten Matta Cooke’a z niedawnego meczu Penguins i Bruins. Ewidentne polowanie na głowę przeciwnika, z wysuniętym łokciem.

Archiwum



hockeydb.com
Nazwisko gracza:


 
 
Google