Widmo lokautu nad NHL
[19/07/2010 | nhl.com.pl]
Panie i Panowie, cieszmy się NHL, póki jeszcze możemy. Te przykre słowa piszę na wieść o nowym, 17-letnim kontrakcie
Ilji Kowalczuka, wiążącym go z New Jersey Devils aż do, uwaga, 44. roku życia.
Spróbuję wytłumaczyć, na czym polega moje zaniepokojenie. W CBA istnieje zabezpieczenie, na mocy którego podpisanie kilkuletniego kontraktu w wieku 35 lub więcej lat powoduje, iż średnie zarobki zawodnika będą wliczały się pod czapkę płac niezależnie od tego, czy hokeista zawiesi łyżwy na kołku, postanowi wyjechać na roczne wakacje, czy nawet zostanie uprowadzony przez obcych. Dzięki temu, w zamyśle NHL, miało nie dochodzić do sytuacji, w której ligowa gwiazda podpisze bardzo długą, ale sprytnie skonstruowaną umowę [wiele milionów dolarów przez rok-dwa, a następnie sporo sezonów gry za ligowe minimum - dzięki temu niski
cap hit], by potem tajemniczo zakończyć karierę na długo przed wygaśnięciem kontraktu.
W przypadku 27-letniego Kowalczuka, wspomniany przeze mnie przepis się nie stosuje. Nikt chyba nie ma wątpliwości, iż jego umowa skonstruowana jest podobnie, a więc zarobi on krocie przez, powiedzmy, osiem-dziewięć najbliższych sezonów, po czym zakończy karierę, gdy gra w NHL za [znowu czyste spekulacje] kilkaset tysięcy dolarów nie będzie mu się opłacała. Dzięki temu pod czapkę płac wliczać się będzie z jego powodu znacznie mniej pieniędzy, niż w przypadku normalnie skonstruowanej umowy. Nie muszę już chyba dalej tłumaczyć, że pozwoli to New Jersey Devils na zakontraktowanie graczy, na których w innych okolicznościach nie mogliby sobie pozwolić ze względu na
salary cap.
Kilka podobnych kontraktów niepokoiło nas już w ostatnim czasie, m.in. 12-letnia umowa
Mariana Hossy do 42. roku życia [7,9 mln początkowo, a po 1 mln w czterech ostatnich sezonach], czy też, również 12-letnia,
Henrika Zetterberga, wygasająca w wieku 41 lat [zarobki na poziomie 7,4 mln, a przez końcowe dwa lata również po 1 mln]. Kontrakt Kowalczuka to jednak już istna kpina z CBA - dość powiedzieć, iż w całej wieloletniej historii NHL zaledwie ośmiu zawodników wyjeżdżało na taflę w wieku przynajmniej 44 lat, a w ciągu ostatnich trzech dekad sztuki tej dokonał tylko
Chris Chelios. O ile w przypadku Hossy, Zetterberga i kilku innych zawodników menedżerom udawało się robić dobrą minę do złej gry, o tyle dzisiaj miarka się już chyba przebrała.
Co bowiem stoi teraz na przeszkodzie w podpisaniu kontraktu 25, 30, 35-letniego? Poza poczuciem przyzwoitości - nic. Liga już jakiś czas temu powinna zareagować w tej sprawie, a jeśli nie zajmie się nią teraz, to w ciągu kilku lat nad NHL znowu krążyć będzie widmo lokautu. Obawiam się jednak, iż nawet jeśli liga zareaguje, to i tak pojawi się odrobina nieprzyjemnego smrodku. Odezwą się głosy: czemu nie reagowano po kontrakcie Zetterberga? Lecavaliera? Luongo? No czemu...?
Paweł Jachowski